Cookies Ta strona wykorzystuje pliki cookies (niewielkie pliki tekstowe przechowywane przez przeglądarkę internetową na urządzeniu użytkownika) m.in. do analizy statystycznej ruchu, dopasowania wyglądu i treści strony do indywidualnych potrzeb użytkownika). Pozostawiając w ustawieniach przeglądarki włączoną obsługę plików cookies wyrażasz zgodę na ich użycie. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystanie plików cookies zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Repertuar RepertuarEN
Opera

Miłość do trzech pomarańczy

Opera w czterech aktach z prologiem
Siergiej Prokofjew
Michał Znaniecki
Tomasz Tokarczyk
2 godziny 10 minut

szczegóły

informacje T_DETAILS_SHOW_MORE

czas trwania
2 godziny 10 minut | 1 przerwa
kompozytor
Siergiej Prokofjew
libretto
Siergiej Prokofiew według bajki Carlo Gozziego
premiera światowa
Chicago, Lyric Opera, 30.12.1921
polska premiera
Opera Krakowska, 25.04.2014
premiera w Operze Krakowskiej
25.04.2014
opis
Następca tronu, syn Króla Treflowego cierpi na melancholię. Uleczyć go może tylko śmiech. Mimo dworskich intryg, walk o władzę i wpływy Książę uwalnia się od choroby i rusza w podróż, by odnaleźć miłość, zaklętą w pomarańczy. Prokofiew, opierając swoją operę na bajce Carla Gozziego pokazał świat magii i czarów z dużą dozą dystansu. Stworzył utwór wielowarstwowy, balansujący między surrealistyczną farsą, groteskowym humorem i parodią. Żywą akcję zespolił  z misterną tkanką orkiestrową wykazując wyjątkową inwencję i własny, niepowtarzalny styl.

Michał Znaniecki umieszcza akcję w moskiewskim domu dla seniorów. Ponieważ psuje się telewizor, lekarze postanawiają zainscenizować bajkę „Miłość do trzech pomarańczy”. Urokliwie absurdalna opowieść zmienia się w pełną metafor satyrę polityczną.

Premiera „Miłości do trzech pomarańczy” odbyła się  w 1921 roku w Lyric Opera w Chicago. Utwór wraca regularnie na sceny, wystawiany przez wybitnych realizatorów m.in. Giorgio Strehlera w La Scali ( 1975, dyr. Claudio Abbado) czy Jurija Lubimowa w Monachium (1991). W repertuarze polskich teatrów muzycznych pojawia się po raz pierwszy.

plakat T_DETAILS_SHOW_MORE

autor plakatu
Bożena Pędziwiatr, Aldo Vargas-Tetmajer

realizatorzy i obsada T_DETAILS_SHOW_MORE

realizatorzy
Scenografia: Luigi Scoglio
Choreografia: Katarzyna Aleksander-Kmieć
Przygotowanie chóru: Zygmunt Magiera
Reżyseria światła i projekcje: Bogumił Palewicz

Współpraca reżyserska: Zofia Dowjat
Asystent reżysera:  Dagmar Bilińska
Współpraca muzyczna: Paweł Szczepański
Asystent kierownika muzycznego: Grzegorz Brajner
Asystenci scenografa: Agata Nowak, Sylwia Bobeł
Współpraca kostiumograficzna: Joanna Medyńska
Asystent choreografa: Elena Korpusenko
Asystent kierownika chóru: Joanna Wójtowicz
Inspicjenci: Justyna Jarocka-Lejzak, Magdalena Wąsowska
Suflerzy: Dorota Sawka, Krystyna Behounek
obsada

bilety T_DETAILS_SHOW_MORE

Kategoria A
Loża Marszałkowska
120 zł
Amfiteatr Rzędy IV-IX
85 zł
Amfiteatr Rzędy I-III i X-XII
65 zł
Amfiteatr Miejsca boczne i rzędy XIII-XIV; Loże boczne Prawa i Lewa (piętro); II Balkon rzędy I-II
40 zł
II Balkon Rzędy III-IV
30 zł
Uwaga! Widoczne ceny biletów obowiązują na pokazy w ramach regularnego repertuaru Opery Krakowskiej.

Na pokazy: specjalne, przedpremierowe oraz przedpołudniowe obowiązują inne ceny biletów. Obowiązują również zniżki dla osób niepełnosprawnych. Szczegółowe informacje znajdą Państwo w Cenniku.

libretto T_DETAILS_SHOW_MORE

Prolog 

Przed kurtyną toczą spór Zwolennicy dramatu lirycznego, tragedii, komedii. Każda grupa chce pokazać swoje widowisko, kłótnia staje się coraz bardziej zażarta. Rozdzielają ich Dziwacy i zapraszają na sztukę Miłość do trzech pomarańczy. Herold ogłasza rozpoczęcie przedstawienia: Król Treflowy jest zrozpaczony, jego syn choruje na hipochondrię. 

Akt I 

Król Treflowy i Pantalone wysłuchują orzeczenia lekarskiego o beznadziejnym stanie zdrowia Księcia. Stary władca martwi się o los państwa, które może dostać się w ręce okrutnej księżniczki Klarysy. Nagle przypomina sobie dawną diagnozę, że tylko śmiech może uleczyć Księcia. Pantalone proponuje, by zorganizować zabawy. Wzywa Truffaldina, który potrafi każdego rozweselić, a Król przywołuje pierwszego ministra Leandra, by ogłosił w królestwie czas igrzysk. Leander, stronnik Króla Pikowego, usiłuje odwieść Króla od tego pomysłu, ale monarcha nalega. 

W świecie kabały. Celio i Fata Morgana grają w karty. Czarnoksiężnik przegrywa, Fata Morgana triumfuje. Dziwacy niepokoją się o Króla Treflowego i Księcia, bo to o ich losy toczy się gra. 

Na dworze królewskim. Księżniczka Klarysa ma nadzieję, że Książę umrze, a ona obejmie tron i poślubi Leandra. Ten zapewnia ją, że podsuwa Księciu najsmutniejsze tragedie i nudną poezję. Klarysa żąda od Leandra, by użył broni lub trucizny. Podsłuchująca ich Murzynka Smeraldina zapewnia, że jej pani Fata Morgana chce im pomóc. 

Akt II 

Truffaldino bezskutecznie usiłuje rozbawić następcę tronu, prowadzi zabawę, potwory rozśmieszają gości.  Smutny Książę prosi, by zanieść go do łóżka. Truffaldino spostrzega Fata Morganę i usiłuje ją przepędzić, w szamotaninie czarownica przewraca się, co wywołuje śmiech Księcia. Fata Morgana rzuca na Księcia klątwę: zakocha się w trzech pomarańczach, które pokonując przeszkody będzie starał się odnaleźć. Książę wbrew rozkazom Króla chce ruszyć na poszukiwanie trzech pomarańczy. Zabiera ze sobą Truffaldina. 

Akt III 

Pustynia. Od diabła Farfarella czarnoksiężnik Celio dowiaduje się, że Książę z Truffaldinem znaleźli się blisko zamku czarownicy Kreonty. Celio chciałby pomóc, lecz nic nie może zrobić, przecież przegrał w karty z Fata Morganą, Zakochany Książę wie, że pomarańcze są w zamku Kreonty, pilnuje ich groźna Kucharka, on jednak się nie boi. Czarnoksiężnik Celio nie zdołał go powstrzymać, daje mu zaczarowaną wstążkę i uprzedza, że pomarańcze można otworzyć tylko w pobliżu wody. 

Zamek Kreonty. Farfarello wzbudził potężną wichurę, która przywiodła tu Księcia i Truffaldina. Kucharka chce się z nimi rozprawić. Truffaldino zaczyna się do niej zalecać, a gdy ofiarowuje jej zaczarowaną wstążkę, Kucharka mdleje z zachwytu. Trefniś z Księciem odnajdują trzy pomarańcze i ruszają w drogę powrotną.

Pustynia. Książę i Truffaldino są wyczerpani, niesione przez nich pomarańcze urosły do olbrzymich rozmiarów. Zmęczony Książę zasypia, spragniony Truffaldino postanawia otworzyć jedną pomarańczę. Wychodzi z niej piękna księżniczka Linetta, błaga o odrobinę wody. Truffaldino otwiera więc drugą, ale zamiast soku wychodzi z niej księżniczka Nicoletta. Też błaga o łyk wody. Nie otrzymawszy jej, obie księżniczki umierają. Przerażony Truffaldino ucieka, Książę budzi się i dostrzega tylko jedną pomarańczę. Otwiera ją i znajduje piękną Ninettę. Zakochany pada do jej stóp, ale Ninetta mdleje z braku wody. Od śmierci ratują ją Dziwacy, dzięki którym może ugasić pragnienie. Książę chce ją przyprowadzić do zamku, Ninetta prosi, by najpierw przyniósł jej królewski strój. Książę rusza w drogę, księżniczka zasypia. Fata Morgana ze Smeraldiną wbija Ninetcie zaczarowaną szpilkę. Księżniczka zamienia się w mysz. Kiedy nadchodzi Król z dworzanami, Książę chce pokazać ojcu ukochaną, lecz zamiast niej widzi Smeraldinę, która twierdzi, że obiecał ją poślubić. Książę protestuje, Król każe mu dotrzymać słowa. Pomarańcza się zepsuła - komentuje sytuację Leander. 

Akt IV 

Celio kłóci się z Fata Morganą, która jest pewna wygranej. Dziwacy ją porywają i czarnoksiężnik będzie mógł pomóc swym ulubieńcom. Uroczystość zaślubin Księcia i Smeraldiny, Leander triumfuje, na tronie zamiast panny młodej siedzi mysz. Celio odwołuje czary Fata Morgany i przywraca Ninetcie ludzką postać. Król, poznawszy prawdę, rozkazuje powiesić Klarysę, Leandra i Smeraldinę, lecz Fata Morgana, której udało się odzyskać wolność, zabiera ich ze sobą. Nic już zatem nie zmąci uroczystości weselnej. 

na podstawie: Jacek Marczyński Przewodnik operowy
Warszawa, Świat Książki, 2011

recenzje T_DETAILS_SHOW_MORE

Marek Zabiegaj „Tygodnik Polski”, 14.05.2014, Australia / „Polish Times”, 21.05.2014 / „Nowy Czas”, maj 2014, Londyn / „Nasz Świat”, 1.06.2014, Włochy
Opera Krakowska podjęła wysoki stopień artystycznego ryzyka i z wirtuozowskim rozmachem inscenizacyjnym wprowadziła na polską sceną najbardziej znaną z oper Sergiusza Prokofiewa. Taki oto zabieg pozwolił po blisko stu latach uzupełnić wachlarz propozycji repertuarowych krakowskiej sceny. I stwierdzić należy, iż nie zabrakło inscenizatorom i wykonawcom instrumentów intelektualnych, aby w wielkim stylu przekazać publiczności fenomen tego dzieła, które w swej surrealistycznej warstwie jest w istocie dekonstrukcją klasycznej opery. Brawo! Brawo! Brawo!!! Bowiem krakowska opera utrwala tym faktem swoją pozycję wśród scen operowych całego świata. (…) W utworze kpi od baśniowych treści i pomysłów, co okazało się punktem wyjścia dla reżysera Michała Znanieckiego do stworzenia przedstawienia o zwrotnej szybkiej akcji dramaturgicznej. Całość reżyserskiego przedsięwzięcia zamyka się w scenicznej wizji w sposób spójny, logiczny, a przede wszystkim czytelny dla odbiorcy. Otóż oglądamy na scenie utwór, który jest  w istocie esejem o naturze życia i sztuki. Reżyser wprowadza nas do gabinetu krzywych luster, abyśmy mogli się w nich przejrzeć zdrowo chociaż nie bezkarnie, obśmiać i wyciągnąć wnioski. (…) Całe przedstawienie jest zrealizowane z humorem przez pryzmat spojrzenia na współczesność, ale ze sporym dystansem do operowo-bajkowej rzeczywistości, co sprawia, że publiczność znakomicie bawi się od pierwszej do ostatniej sceny. A ponieważ finał nie kończy się happy endem przechodzi czas na głębszą życiową refleksję. Warto zaznaczyć, że czysto zorganizowana przestrzeń scenograficzna przez Luigi Scoglio wspomagana jest licznymi projekcjami i doskonale współgra. Fascynuje bogactwem nastrojów oraz skojarzeń i muzycznych odniesień do kompozycji Prokofiewa. Interesująco rozwiązano też choreografię, a to zasługa i profesjonalizm Katarzyny Aleksander-Kmieć. Piękno muzyki Prokofiewa zostało znakomicie podkreślone poprzez dynamiczną ekspresję kontrastów oraz wnikliwą obserwację światłocieniowej gry na przedmiotach za sprawą kunsztu reżysera światła Bogumiła Palewicza. Należy tu podkreślić czytelną dramaturgię i charakterystykę każdej z występujących na scenie postaci a jest ich w tej operze kilkanaście. Tutaj popis w tworzeniu teatru dali znakomici tak pod względem wokalnym, jak i aktorskim wszyscy bez wyjątku artyści, a wspomnieć należy, iż obsada krakowskiej premiery została skompletowana przez solistów z całej Polski. (…) Równie wysoką ocenę należy wystawić stronie muzycznej tej premiery, orkiestra z wielką pasją pokonywała ogrom trudności partytury. Dyrygent Tomasz Tokarczyk zadbał o odpowiednią lekkość, wdzięk oraz właściwe proporcje brzmieniowe orkiestry wydobywając wszelkie niuanse kompozycji Prokofiewa. Fenomenalnie zrytmizowana faktura utworu daje się odczuć w II akcie, na który czeka większość widowni, bowiem tutaj zawiera się słynny marsz pomarańczy, który w Krakowie brzmiał brawurowo tętniąc pełnią wigoru, nie gubiąc wzorowej precyzji rytmicznej, pełni wysmakowania i elegancji wdzięku. Czytelnikom szczerze polecamy „pomarańcze” Prokofiewa. Pachną wybornie i smakują pysznie i dostępne są tylko w Krakowie.
Jacek Chodorowski, portal Maestro, 4.05.2015
Znakomicie zarysowane postaci, szybka zmiana obrazów, a tym samym nastroju, z bardzo umiejętnym wykorzystaniem techniki filmowej (Bogumił Palewicz), umowna ale wpisana w treść i konweniująca z nią scenografia (Luigi Scoglio) – to podstawowe zalety inscenizacji. Muzyka Prokofiewa jest zróżnicowana, barwna, chwilami wirtuozerska i tak prezentował ją dyrygent Tomasz Tokarczyk wydobywając niuanse i sola instrumentów (zwłaszcza dętych i altówek). W warstwie wokalnej Prokofiew unika zamkniętych form. Tradycyjne arie zastępują rozwijająca się melodyka, aluzyjna fraza kantyleny i raczej krótkie ariosa. Od solistów kompozytor często wymaga ekstremalnych umiejętności śpiewu. A partii solowych jest w tej operze aż 16! I wszyscy zostali dobrani bardzo trafnie i sprawdzili się aktorsko. (...) Wysokie wymagania stawia też Prokofiew chórowi (koloraturowe figuracje, brawurowe glissanda doskonale wykonane prze Chór Opery przygotowany przez Zygmunta Magierę). Wydaje się, że „Miłość do trzech pomarańczy” stanie się mocną pozycją repertuaru Opery oraz interesującym jej „obiektem eksportowym”.
Jacek Marczyński, „Rzeczpospolita”, 28.04.2014
Na „Miłości do trzech pomarańczy” publiczność w Krakowie śmieje się często. Aż do zaskakującego finału. Rzadko zdarza się tak żywiołowa reakcja w operze. Ale też reżyser Michał Znaniecki wydobył wszystkie walory teatralne „Miłości do trzech pomarańczy”, a dyrygent Tomasz Tokarczyk z solistami, chórem i orkiestrą Opery Krakowskiej zatroszczył się, by ukazać blask muzyki Sergiusza Prokofiewa. Jest jednak w tym spektaklu wartość dodana. „Miłość do trzech pomarańczy” to najpopularniejsza opera Prokofiewa, ale w ciągu prawie stu lat, jakie minęły od jej powstania, nie wystawił jej żaden teatr w Polsce. Zapewne dlatego, że nie przystaje do standardowych opowieści o miłości. To szalona bajka w stylu dawnych komedii dell'arte i sztuk Carla Gozziego, z dodatkiem pomysłów awangardy z początku XX wieku. (...) To nie jest jednak bajka dla dzieci. Trzeba umieć docenić bogactwo muzycznych pomysłów Prokofiewa. A w samej historii, wpisanej w konwencję teatru w teatrze, ukryta jest cienka granica między finezyjną zabawą a wygłupem. Wielu inscenizatorów ląduje zaś po jej niewłaściwej stronie. Kiedy w Krakowie bas Przemysław Firek jako Kucharka zdejmuje kaftany i halki, zalecając się do sługi Truffaldina (Władimir Worosznin), publiczność śmieje się głośno. Już wcześniej zresztą uległa urokowi spektaklu, choćby w scenie balu, gdy śpiewający chór szalał wśród widzów. Walorów spektaklowi dodają wykonawcy. Mimo że „Miłość do trzech pomarańczy” wymaga prawie 20 solistów, w Operze Krakowskiej mamy przykład świetnej, zespołowej pracy. Prym zaś wiodą: Wojtek Gierlach (Król Treflowy), Paweł Tołstoj (Książę), Ewa Biegas (Fata Morgana), Wojtek Śmiłek (czarownik Celio) czy Mariusz Godlewski (zły Leander). Michał Znaniecki poprowadził akcję w zawrotnym tempie, ale najważniejszy jest reżyserski punkt wyjścia. Prolog, w oryginale będący kłótnią między zwolennikami tragedii i komedii, przeniósł do domu starców, którego pensjonariusze spierają się, który telewizyjny program chcą oglądać. Wszystko, co dzieje się dalej, dociera już z ekranu telewizora, choć w główne role wcielają się lekarze i sanitariusze. Ma to - jak się okaże - przykre konsekwencje. W finale Książę odzyskuje ukochaną i bajka się kończy, władza wraca do tych, którzy sprawują pieczę nad pensjonariuszami - do Faty Morgany i jej zaufanych. Tak oto nie robiąc niczego wbrew tekstowi, Znaniecki nadał nową treść pozornie beztroskiej komedii. Odbija się w niej los samego Prokofiewa, który też zaznawszy przygód w wielkim świecie, wrócił do Związku Radzieckiego i stał się pensjonariuszem, skazanym na łaskę innych.
Mateusz Borkowski, „Gazeta Wyborcza”, 28.04.2014
Świetnym zabiegiem był pomysł, by kilkudziesięcioosobowy chór śpiewał na wózkach inwalidzkich, a  także wpuszczenie kilkunastu chórzystów na widownię (w II akcie). (…) Ze scenografii autorstwa  Luigiego Scoglia podobała mi się okalająca scenę rama telewizora, przypominająca o umowności całej historii. Ciekawa była choreografia stworzona przez Katarzynę Aleksander-Kmieć, dzięki której również śpiewacy i chór ruszali się w określony, często zabawny sposób. Z solistów wyróżniłbym przede wszystkim Wojtka Gierlacha (bas, Król Treflowy), Pavla Tolstoya (tenor) jako hipochondrycznego Księcia (świetny fragment ze śmiechem), a także śpiewającego basem Wojtka Śmiłka (Celio), sopranistkę Ewę Biegas (świetna Fata Morgana) i Annę Bernacką (mezzosopran) w roli czarnoskórej służącej Smeraldiny. Na słowa uznawania zasługuje również bezbłędny w roli Kucharki komiczny Przemysław Firek, śpiewający basem-barytonem. (…) Pochwalić należy też orkiestrę kierowaną przez Tomasza Tokarczyka oraz chór, który udało się rozruszać (dosłownie) Zygmuntowi Magierze.
Anna Woźniakowska, portal Polska Muza, 27.04.2014
Premiera, a właściwie polska prapremiera „Miłości do trzech pomarańczy” Sergiusza Prokofiewa przedstawiona w Operze Krakowskiej w piątek 25 kwietnia była ze wszech miar udana. Reżyser Michał Znaniecki stworzył spektakl zwarty, rozwijający się konsekwentnie. Dobrze wykorzystał elementy commedii dell'arte. Łącząc je z odniesieniami do czasów Prokofiewa, ale i do współczesności, szczególnie wyraźnymi w zaprojektowanych przez siebie kostiumach, podkreślił ironiczno-satyryczną wymowę dzieła. Nawet nieoczekiwana zmiana zakończenia - zło w postaci Fata Morgany jednak zwycięża - wydaje mi się przy takim odczytaniu opery uzasadniona. Oglądając „Miłość do trzech pomarańczy” w Operze Krakowskiej można się dobrze zabawić, można się też zadumać nad światem, w którym tak łatwo miernoty zdobywają władzę. Sukces piątkowej premiery to zasługa przede wszystkim wykonawców. Kierownik muzyczny i dyrygent Tomasz Tokarczyk zgromadził na krakowskiej scenie artystów, którzy nie tylko z powodzeniem poradzili sobie z trudnymi partiami, ale też stworzyli wyborne postaci. To ważne, że na krakowskiej scenie śpiewa kwiat polskiej wokalistyki, a obok gości równie dobrze poczynają sobie krakowscy artyści. Wojtek Gierlach jako Król Treflowy, Ewa Biegas - Fata Morgana, Przemysław Firek w roli demonicznej i komicznej Kucharki, Pavlo Tolstoy - Książę, Katarzyna Oleś-Blacha - Ninetta, Mariusz Godlewski - Leander, Wojtek Śmiłek - Celio, Monika Korybalska - Nicoletta, Anna Bober - Linetta, Michał Kutnik - Farfarello, Anna Bernacka - Smeraldina, Iryna Zhytynska - Clarissa, Vladimir Voroshin, Bartłomiej Misiuda, Krzysztof Dekański, Krzysztof Kozarek, wszyscy wykonawcy zbudowali bardzo dobry teatr. Także chór, który przygotowany przez Zygmunta Magierę nie tylko pięknie śpiewał, ale był równoprawnym partnerem solistów. No i orkiestra grająca pod batutą Tomasza Tokarczyka dobrze, z nerwem, choć by w pełni ją ocenić musiałabym co najmniej raz jeszcze obejrzeć spektakl i mniej śledzić wydarzenia na scenie i widowni (tak!) a bardziej skupić się na dźwiękach dobiegających z kanału. Z prawdziwym zainteresowaniem oglądałam scenografię. Jej twórca Luigi Scoglio posłużył się przede wszystkim multimediami, udowadniając jakie wielkie możliwości dają one artystom.
Justyna Nowicka, Radio Kraków, 27.04.2014
„Miłość do trzech pomarańczy”, jak zapowiadał reżyser, nie jest bajką dla dzieci – jest metaforą naszej inicjacji i rozczarowania dorosłością. Krakowska inscenizacja przenosi nas w czasy sowieckiej Rosji. Wiedźma Fata Morgana uosabia zło i opresję systemu, królewski minister nie tylko wygląda, ale zachowuje się jak Stalin. To ciekawy koncept, szczególnie jeśli będziemy pamiętać, że sam Prokofiew był jedną z ofiar tego systemu, a jego początkowe sukcesy na scenach ZSRR zamieniły się w odrzucenie i upokorzenie. Tragikomiczna konwencja utworu doskonale współbrzmi z historycznymi realiami - w Rosji epoki Prokofiewa cała rzeczywistość była przecież trochę śmieszna, ale chyba jeszcze bardziej straszna.
Otrzymujemy więc ciekawą i konsekwentną interpretację klasycznego już utworu, choć inaczej niż w oryginale - „Miłość do trzech pomarańczy” w Krakowie nie kończy się happy endem. (…) By przeprowadzić na scenie ten dość skomplikowany koncept Michał Znaniecki uruchamia prawdziwe pandemonium teatru - najpierw umiejscawia akcję w domu starców, potem z domu starców transponuje ją do wielkiego telewizora. Bogata, fenomenalnie zrytmizowana faktura utworu, otrzymuje na scenie oprawę w postaci nieustającej karuzeli pomysłów, choreograficznych komplikacji, przebieranek i migających ekranów, dopowiadających do warstwy muzycznej, proponowane przez Znanieckiego sensy.(…) „Miłość do trzech pomarańczy” to jedno z ciekawszych przedstawień w krakowskiej operze.
Dorota Szwarcman, blog „Co w duszy gra”, 25.04.2014
(...) I tu podziw przede wszystkim dla śpiewaków. Prokofiew zawsze był wymagający, w jego operach zwykle musi występować tłum solistów. Tu trzeba było ich pościągać z różnych ośrodków, choć przedstawicieli gospodarzy również nie brakowało. Świetny był Król Treflowy – Wojtek Gierlach i Książę – Pavlo Tolstoy. Towarzyszący mu w wyprawie po pomarańcze gość z Rosji, Vladimir Voroshnin, głosowo był niezły (...), wybranka Księcia, Ninetta (Katarzyna Oleś-Blacha), przydała swej postaci szczególnego humoru. Niewielką, ale znaczącą negatywną rolę intrygującego Leandra zagrał Mariusz Godlewski; jako Księżniczka Clarissa towarzyszyła mu Iryna Zhytynska (jak zawsze jej głos wydał mi się zbyt rozwibrowany). Za to komediowe role były znakomite: Ewa Biegas jako zła wróżka Fata Morgana, Anna Bernacka jako czarnoskóra Smeraldina (w oryginale słodki blond), Wojtek Śmiłek jako Mag Celio i Przemysław Firek w roli Kucharki z wielką chochlą.